Niech się mury pną do góry…

0
0

Na placu budowy krajowej wyspy powszechnej szczęśliwości i dobrobytu coś poszło nie tak i zbiorową świadomość wypełniła wiedza o niezadowoleniu kilkuset tysięcy nauczycieli. Niezadowoleniu z kształtu systemu oświaty oraz „działki” za milczenie lub sprawstwo pomocnicze. Należy im się zdecydowanie więcej pieniędzy, jak zresztą każdemu kto choć raz na tej budowie machnął łopatą – choćby za ryzyko uznania w przyszłości za konfidenta i pozbawienia większej części środków do życia. Z całą zaś pewnością należy się za dobrą pracę każdemu, bez względu na stopień komplikacji służbowych czynności, wymagających umiejętności profesjonalnych. No więc należy się murarzom, elektrykom, fliziarzom, pomywaczom i fryzjerom, a także nauczycielom, bibliotekarzom, muzealnikom, samorządowcom i politykom. Kwestia uposażeń przedstawicieli pierwszych pięciu profesji to na szczęście głównie sprawa bilateralnych umów Wspólnoty Europejskiej ze Zjednoczonym Królestwem, pozostałych trzeba jednak wykarmić lokalnie.

Każdy, kto choć trochę poczuwa się do odpowiedzialności za powierzony mu odcinek zmagań kolektywu nie pozostaje milczącym nadzorcą, lecz – na miarę swoich możliwości (ograniczeń), talentu (-1) i społecznego autorytetu zabiega o lepszy byt szeregowych budowniczych w myśl przebrzmiałej, marketingowej doktryny: „Chcesz mieć zadowolonych klientów – zadbaj o swoich pracowników. Oni zadbają o klientów”.

Jak dowiedzieliśmy się, podobną strategię wdrożył pewien kierownik lokalnej sieci bezpłatnych wypożyczalni książek (nazwisko do wiadomości redakcji) z jednej podkrakowskich gmin (jak poprzednio). Ów naiwny nieszczęśnik, uprzednio zdegradowany do funkcji pełniącego obowiązki kierownika, nieświadom czyhających nań zagrożeń, w porywie bezrozumnej odpowiedzialności za kolektyw, wiedziony tym porywem na wyżyny swych intelektualnych możliwości, przesłał do władz podkrakowskiej gminy list, wyjaśniający konieczność wyłożenia dodatkowych pieniędzy na działalność czytelń (w załączeniu).

W rozmowie z naszym dziennikarzem (trudnej dla dziennikarza) wyraził zdumienie, że tylko jeden z adresatów, przewodniczący lokalnej komisji do spraw kultury, odpowiedział ustnie na przestawione oczekiwania. Poza tym pismo – jak twierdzi nasz rozmówca – pozostało niezauważone, a przynajmniej nie doczekało się odpowiedzi. Sfrustrowany kierownik argumentował, że istnieją przepisy prawa, zobowiązujące adresatów do udzielenia pisemnej odpowiedzi w odpowiednim terminie. Niestety, w związku z tradycyjnymi obowiązkami sobotniego wieczoru, nie byliśmy w stanie zweryfikować tych rewelacji.

Jak dowiedział się nasz reporter, kierownik sieci wypożyczalń ubiega się o dalsze zatrudnienie. Dziennikarzowi zdradził, że jakkolwiek jest przekonany o swoim profesjonalizmie, to jednak powziął ostatnio wątpliwości co do swojego stanu zdrowia, koniecznie dobrego do objęcia stanowiska. Jak powiedział – sam siebie podejrzewa o początki schizofrenii…

…Michał Grzeszczuk

 

 

 

 

pl_PLPolish
pl_PLPolish